Ziemiańskie historie
Strona Glowna Galeria Biogramy Miejscowosci Historia mowiona Dodaj historie Wyszukaj Bibliografia
 Strona główna  Biogramy / genealogia  Roman Mycielski, h. Dołęga 

osoba :
     Roman Mycielski, h. Dołęga

pokrewieństwa :
     Mycielska Helena, p. Ponińska, h. Łodzia to babka osoby : Mycielski Roman, h. Dołęga
     Mycielski Edward, h. Dołęga to dziad osoby : Mycielski Roman, h. Dołęga
     Mycielski Stanisław, h. Dołęga to ojciec osoby : Mycielski Roman, h. Dołęga
     Mycielska Maria, p. Czarnkowska-Golejewska, h. Awdaniec to matka osoby : Mycielski Roman, h. Dołęga

nota biograficzna :


ROMAN MYCIELSKI

      Roman Mycielski h. Dołęga prof. Mikrobiologii Uniwersytetu Warszawskiego. Większość majątków ziemskich prowadziła produkcję wielkotowarową i starała się być samowystarczalna.Majątek w Wrześni miał 3300 h. W pałacu właściwie nic nie kupowano oprócz towarów kolonialnych. Września była podzielona na pięć folwarków. Folwarki były kierowane przez ludzi wykształconych na kierunku rolniczym i zaufanych. Był natomiast wypadek w Wrześni, za czasów Ponińskich, głównym zarządcą był P. Chorąży, który podziękował za pracę, kupił Pudliszki i założył firmę znaną do dzisiaj, skąd wziął tak duże pieniądze można się tylko domyślać, majątek w Wrześni z tego powodu nie zbankrutował. Jego następcą był P. Barełkiewicz (kasjer, główny księgowy, zarządca). Września i okolice miały ziemie pszenno – buraczane, główną produkcją która przynosiła największy dochód, szczególnie w latach kryzysu były lasy 1200 h. (większy Marzelewo 1000 h. i mniejszy Dębina 200 h.) i tartak. Drugą gałęzią produkcji były buraki cukrowe dostarczane do cukrowni w Wrześni, która wcześniej była własnością rodziny, a następnie była przekształcona w spółkę "Cukrownia Wrzesińska", Trzecim stałym źródłem dochodu była gorzelnia, która produkowała spirytus z ziemniaków, w majątku były wprawdzie produkowano ziemniaki, ale bardzo dobre odmian konsumpcyjne ( czerwone, paluszki) które były sprzedawane w Polsce i na eksport do Niemiec od czasów zaborów. Natomiast kartofle do gorzelni sprowadzano z Mazowsza gdzie bardzo dobrze rosły kartofle przemysłowe. Kolejną gałęzią była hodowla koni (pod wierzch, cugowe, fornalskie, ale najbardziej dochodową była hodowla remontów dla wojska), a także krowy, świnie, bekony i nieliczne owce. Świnie bekony, były przeganiane w przeciwieństwie do pozostałych które cały czas spędzały w chlewie, następnie bekony  były wysyłane do Wielkiej Brytanii.

        Uprawiano też tytoń, jarzyny, owoce. W pałacu konserwowano żywność na zimę, kiszono kapustę i ogórki czym zajmowali się sprowadzani do majątku fachowcy, następnie beczki były zatapiane w stawie. Natomiast owoce i warzywa suszono, robiono z nich konserwy i przetwory. Edward Mycielski dziadek Romana Mycielskiego w czasie żniw wstawał o 4 rano, jadł śniadanie w kredensie, wsiadał do bryczki i jeździł do folwarków, nigdy się nie zapowiadając, następnie wracał na obiad, po nim dalej jechał w pole, lub pracował przy dokumentach. Z prac w pałacu P. Roman Mycielski lubił drylowanie wiśni, natomiast nie lubił malin w których były robaki. Każdy z 5 folwarków miał po 500 h. i zatrudniał ludzi, całe rodziny np. Wawrzyniak ojciec – polowy, Wawrzyniak syn – fornal i pięć Pań lub Panien które pracowały jako robotnice. Majątek w Wrześni otaczał miasto od północy, zachodu i południa. Na południu były dwa folwarki: Bierzglinek i Nadarzyce, od zachodu Stary Folwark i Zawodź, od północy Sokołów i od północnego – zachodu Przyborki.
      W majątku były zawody: fornale, kowale, stelmach, stróż, oborowy, pasterz itd., pracowało w nim około 300 osób. Bardzo uprzywilejowani wśród pracowników, była służba pałacowa (10 osób) którą kierował kamerdyner Bolesław Szymański który był traktowany jak członek rodziny, służył już u Ponińskich, po których to majątek odziedziczyła Helena Ponińska która wyszła za Edwarda Mycielskiego który pochodził z Galicji gdzie posiadał majątek o powierzchni niecałych 50 h. W pałacu były trzy stoły, pierwszy państwa przy którym mogły też jeść, nianie, opiekunki i guwernantki dzieci, nie miały do tego prawa jednak podczas większych przyjęć. Obowiązkiem służby było wiedzieć jaki jest stosunek do siebie poszczególnych osób z bogatszych rodzin w Polsce, aby ich nie posadzić obok siebie przy stole. Drugi stół był służbowy przy którym jadali kamerdyner, lokaje, panna służąca (osobista służąca Pani domu, musiała być świetną krawcową, fryzjerką i osobą inteligentną), strzelec. Po wojnie Helena Mycielska babka Romana Mycielskiego zamieszkała w Wrześni wynajmując pokój u swojej panny służącej, która wynajęła dwa pokoje w willi na poddaszu, gdzie zajmowała się krawiectwem.

       Pozostali członkowie rodziny zamieszkali w Jeleniej Górze. Pracownicy folwarków mieli całkowite utrzymanie plus pensję. Fornal zarabiał najwięcej, 1 zł dniówki czyli ok 24 zł. Miesięcznie poza tym otrzymywali ordynaria tzn. przydziały żywności, drewna, pole na którym mogli uprawiać kartofle, ogród warzywny, domki jednorodzinne (jedna izba i oddzielna sień), mleko lub zgodę na trzymanie 1 krowy razem z folwarcznymi. Pracownicy mieli ubezpieczenie zdrowotne i zagwarantowaną pomoc od nieszczęść. Matka Romana Mycielskiego, Maria z domu Czarkowska – Golejewska pochodziła z Wysuczki na Podolu, zamek znajdował się 4 km. od granicy Polsko – Sowieckiej (obecnie zamek nie istnieje). W majątku była winnica w z której część winogron była wysyłana do Warszawy jako deserowe, z gorszych produkowano wino, w tym mszalne.
    Dziadek P. Romana, Cyryl Czarkowski – Golejewski został zamordowany przez NKWD w Bykowni. Po aresztowaniu Cyryla , sowieci przekazali zamek, jego żonę Izabelę i syna Tadeusza radzie wiejskiej, która obrabowała zamek oprócz dwóch pokoi w których mogła zamieszkać rodzina. Mieszkali tam spokojnie do czasu, kiedy przyszła rada wiejska z informacją, ze są oni na liście do wywózki na Sybir. Oznajmiono im, że którejś najbliższej nocy przyjedzie ktoś po nich saniami i oni o nic nie pytając mają z nim pojechać. Rodzina zmieniła nazwisko, a jako hasło posłużyła etykieta od produkowanego w majątku wina, a następnie ukraińscy chłopi ich ukrywali. Jeden z chłopów powiedział Tadeuszowi dla czego im pomagają, powodem nie była pomoc właściciela majątku w chorobach, dostarczaniu drewna gdy spłonął dom chłopski, czy darowanie krowy w zamian tej która padła chłopu, czy w prezencie na wesele, co według tego chłopa było obowiązkiem dziedzica jako opiekuna. Powodem pomocy dla nich było to, że dziedziczka chodziła z dziećmi na wiejskie wesela, i oni jedli razem z chłopami w wspólnych misek palcami, a także to, że nigdy nie wstydzili się tych ludzi i przebywania z nimi.
      Dzieci do czwartej klasy uczyły się w pałacu, wśród nauczycieli którzy się przewinęli przez pałac byli między innymi, Henryk Sienkiewicz, Stefan Żeromski czy Helena Mniszkówna autorka "Trędowatej" która nie orientując się w życiu i sprawach ziemiaństwa  nawypisywała same bzdury. Po czwartej klasie dzieci szły się uczyć do szkoły, ale nie do miasta koło którego był pałac. Nauka w szkole miała nauczyć w nawiązywaniu kontaktów społecznych, naukę kontynuowano poza miejscem zamieszkania, aby nie nawiązywać przyjaźni z osobami które mogły w przyszłości pracować w majątku.

      Pierwszym wzmiankowanym przodkiem był Florian z Mycielina. Od XV w. genealogia rodziny jest znana. W Wrześni oprócz pałacu była wybudowana przez Ponińskich willa dla gości. W pałacu w Wrześni były 193 obrazy i sztychy z tego zostały 3. Dziadek P. Romana uwielbiał rolnictwo, natomiast ojciec P. Romana nie. W październiku 1939 r. ojciec i 30 innych zakładników miało być rozstrzelanych przez Niemców, jednak do rozstrzelania nie doszło, a 28 zakładników zostało skatowanych kijami w Forcie VII w Poznaniu. Dwóch ocalało, miedzy innymi ojciec P. Romana, za łapówkę dla SS-mana, sprzedając mu 15 h. ziemi za dwa bochenki chleba codziennie dostarczane do celi, które to dzielił miedzy współwięźniów. Sprawę opisali P. Olszewski z Poznania i chirurg Nowakowski też z Poznania.
        W Święta Bożego Narodzenia była choinka, samej wigilii P. Roman nie lubił z powodu ryb w których są ości. Na święta służba dostawała prezenty, panie i panienki po kuponie materiału na sukienki, a panowie parę butów. Prezenty były wręczane przed wigilią, ponieważ dzieci zamiast jeść, patrzyły by w stronę choinki i prezentów. Święta Wielkanocne miały swoje atrakcje, mianowicie dzieci dostawały mały stół z porcelanowym nakryciem, z marcepanowymi potrawami wielkanocnymi ( szynka, kiełbasa, jajka), małą karafkę z winem (sok), małe kieliszki. Na święcone był prosiak pieczony, szynki, kiełbasy, mazurki, babki z rodzynkami, których to potraw P. Roman nie lubił.
W pierwszy dzień świąt nie było obiadu aby służba mogła mieć wolne, jedzono tylko zimne potrawy i barszcz z pasztecikami. Z tych potraw P. Roman lubił jeść tylko właśnie ten barszcz z pasztecikami, pasztet z chlebem, jajka na twardo i babkę piaskową. Rodzina została usunięta z majątku w grudniu 1939 r. i przesiedlona do Generalnego Gubernatorstwa.

    W czasie okupacji rodzina zamieszkała w Warszawie przy ul. Narbutta w willi jezuity księdza Henryka Lubomirskiego. W willi, przechowywano broń, ulotki, działała tajna szkoła powszechna oraz tajna szkoła podchorążych. Stróżem w tej willi był P. Cabanek, jego syn Mieczysław uczył się w tej szkole podchorążych, ale jej nie ukończył. Mieczysław Cabanek w stopniu strzelca brał udział w Powstaniu Warszawskim, po powstaniu był wywieziony KL Stutthof i tam zamordowany. W willi byli też zakwaterowani Niemcy. Koniec wojny rodzina mycielskich spędziła w Austrii. P. Roman Mycielski opowiedział też o mordach przeprowadzonych przez Ukraińców na Polakach.

Opracował S. Popowski




 data dodania: 2017-12-19